Już nie tylko czytelnicy nabierają się na AI. Wstydliwa wpadka czołowych wydawców

Maciej Piwowski
12.09.2025

O tym, że Internet zalewa treść wygenerowana przez AI, nie trzeba przekonywać nikogo, kto choć trochę interesuje się trendami w mediach elektronicznych. I choć wiele osób deklaruje, że potrafi bezbłędnie odróżnić tekst „wypluty” przez LLM od tego napisanego przez człowieka, to w rzeczywistości nie jest to wcale takie łatwe. Przekonały się o tym redakcje Business Insidera i Wired, które chybcikiem usunęły kilka artykułów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję, choć zostały opublikowane pod nazwiskiem rzekomej freelancerki Margaux Blanchard.

Ten problem będzie narastać

Na wspomnianych portalach ukazało się co najmniej sześć wątpliwych publikacji, w tym rzekomy reportaż o parze, która miała poznać się w popularnej grze Minecraft i urządzić w niej własny ślub, a także artykuł-esej na temat wyzwań pracy zdalnej. Po powtórnej weryfikacji redakcje usunęły teksty, przeprosiły i zapowiedziały wprowadzenie dodatkowych procedur bezpieczeństwa.

Redakcje padły ofiarą oszustwa, jednak nie mamy wątpliwości, że nie były i nie są jedyne. Na wielu portalach mnożą się treści, które już na pierwszy rzut oka wyglądają na wygenerowane. Część portali płaci za nie zewnętrznym freelancerom i daje się naciągać, część z kolei tworzy je we własnym zakresie z wykorzystaniem różnych narzędzi AI.

Z niedawno przeprowadzonego w USA badania wynika, że aż 78% użytkowników Internetu ma coraz większe trudności z odróżnieniem treści generowanych od tych stworzonych przez człowieka.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie