
Ustawienie celu kampanii na „maksymalizację konwersji” kończy się często kupowaniem najtańszych akcji, które nie wnoszą pieniędzy do firmy. Klient dodaje do koszyka tani produkt, klika „zapisz na newsletter”, a budżet płynie – mimo że marża z tych działań jest znikoma. Rozwiązaniem jest przejście na miary oparte o zysk: POAS (Profit on Ad Spend, czyli zysk z reklamy podzielony przez koszt reklamy) oraz marżowy ROAS (ROAS liczony nie od przychodu brutto, ale od marży/kontrybucji).
W praktyce to zmiana filozofii: od „ile kupili” do „na czym zarobiliśmy”. Gdy algorytm optymalizuje kampanię do wartości marży lub zysku, zaczyna wybierać inne słowa kluczowe, inne grupy odbiorców i inne produkty – takie, które realnie dowożą wynik finansowy.
ROAS (Return on Ad Spend) to przychód z kampanii podzielony przez koszt kampanii. Problem: przychód ≠ zysk.
Marżowy ROAS liczymy tak samo, ale zamiast przychodu używamy marży (lub marży kontrybucyjnej po podstawowych kosztach zmiennych). Dzięki temu porównujemy „to, co zostaje” do wydatków mediowych.
POAS (Profit on Ad Spend) idzie o krok dalej: w liczniku mamy już zysk (marża – koszt realizacji zamówienia – koszt zwrotów – prowizje itd.). To najbardziej wymagająca, ale i najbardziej uczciwa miara skuteczności budżetu.
Nie potrzebujesz pełnego controllingu. Wystarczy prosta układanka kosztów zmiennych per zamówienie lub per SKU:
Te elementy tworzą marżę kontrybucyjną na poziomie zamówienia. Jeśli wiesz to per kategoria lub per SKU, możesz przypisać właściwą wartość do konwersji – i uczyć pod nią algorytm.
Poziom 1 – marża per kategoria. Każdej kategorii przypisujesz % marży i podstawowe koszty realizacji. To szybki start: wartościowa kategoria „waży” więcej w atrybucji niż kategoria niskomarżowa.
Poziom 2 – marża per SKU. Dla bestsellerów i asortymentu ciągłego wprowadzasz tabelę marży jednostkowej + kosztów realizacji. Konwersja w sklepie przekazuje do systemu reklamowego value liczone jako marża, nie przychód.
Poziom 3 – POAS. Rozszerzasz dane o koszt zwrotów, prowizje i inne koszty zmienne. Wartość konwersji = zysk kontrybucyjny. Ten wariant wymaga integracji z systemem zamówień i okresowej korekty (np. po rozliczeniu zwrotów).
Chodzi o to, by w momencie konwersji przekazać do systemu reklamowego nie przychód brutto, lecz marżę (albo zysk). Najprościej:
Tydzień 1: wyznacz marżę (lub marżę kontrybucyjną) dla 10 najważniejszych kategorii/SKU. Zbuduj tabelę „SKU – marża – koszty realizacji – zwroty”.
Tydzień 2: wprowadź przelicznik wartości konwersji w sklepie (marża zamiast przychodu) oraz ustaw konwersję docelową w kampaniach na marżę. W lead-gen przygotuj import konwersji z CRM z wartościami po kwalifikacji.
Tydzień 3: rozdziel kampanie na „marżowe” i „wolumenowe” (jeśli musisz utrzymać wolumen sztuk). Testuj stawki docelowe: docelowy ROAS liczony od marży lub docelowy CPA liczony od zysku na transakcję.
Tydzień 4: przegląd: porównaj wyniki „przed/po” na poziomie zysku, nie klików. Przenieś budżet w stronę grup, które dowożą najwyższy POAS, nawet jeśli liczba konwersji spadła.
Po przejściu na marżę znikają pozorne „zwycięstwa”: kampanie z tanimi produktami tracą sens, jeśli po kosztach realizacji nic nie zostaje. Zamiast patrzeć na liczbę transakcji, patrz na:
Marże i koszty wysyłek zmieniają się sezonowo. Nie „wypalaj” twardych wartości na stałe. Wprowadź rytm aktualizacji: raz w miesiącu wgrywasz nową mapę marż dla kluczowych SKU/kategorii. Jeśli wchodzą promocje – na ten okres przestawiasz przelicznik (np. obniżasz marżę w kalkulacji o kod rabatowy).
Nie każda kampania musi rozliczać się w POAS. Dopuszczalne są wyjątki: premiery, kampanie sezonowe, wejście w nową kategorię. Kluczowe, by nazwać je wprost i oddzielić budżetowo. Dla reszty konta trzymaj zasadę: każda złotówka ma dążyć do marżowego ROAS/POAS, a nie do „ładnego” CPA na akcjach o niskiej wartości.
W usługach liczymy marżę kontrybucyjną leadu. Przykład: średni przychód z umowy × marża na usłudze × współczynnik wygranych × współczynnik przejścia lead→oferta. To daje oczekiwaną wartość jednego kwalifikowanego leada. Uczysz pod nią kampanie (import konwersji z CRM), zamiast optymalizować do tanich, niekwalifikowanych formularzy.
W comiesięcznym raporcie pokaż cztery rzeczy: sumaryczny marżowy ROAS/POAS, ranking kategorii/SKU wg zysku, udział kampanii w sprzedaży marżowej (nie w liczbie transakcji) oraz wnioski budżetowe na kolejny miesiąc (co ciąć, co zwiększyć, co przetestować). Jedna strona z wnioskami jest więcej warta niż 10 wykresów bez decyzji.
Przejście z „ilości konwersji” na POAS i marżowy ROAS porządkuje myślenie o budżecie. Zaczynasz płacić za to, co realnie dokłada się do zysku, a nie za tanie kliknięcia. Zacznij od prostego przelicznika marży na kategorię, potem dodaj SKU i korekty zwrotów. Po miesiącu zobaczysz, że część „bohaterów” w raportach traci blask, a prawdziwe perełki – często mniej efektowne z zewnątrz – niosą większość zysku. To pod nie powinien iść budżet.