
Dobra agenda nie jest listą godzin. Jest projektem doświadczenia uczestnika. Jeśli wydarzenie ma „dowozić cele” (sprzedażowe, wizerunkowe, edukacyjne, rekrutacyjne), to przebieg musi prowadzić ludzi od ciekawości do zaangażowania, a na końcu do działania. Największy błąd organizatorów polega na tym, że myślą agendą jak rozkładem jazdy, a nie jak dramaturgią: gdzie rośnie napięcie, gdzie potrzebna jest ulga, gdzie trzeba dać ludziom przestrzeń na rozmowę, a gdzie domknąć wnioski.
W praktyce wydarzenia przegrywają z trzech powodów: są przeładowane treścią, mają źle zaprojektowane przerwy i networking albo nie mają jasnych CTA, więc nawet zadowoleni uczestnicy „rozchodzą się” bez kolejnego kroku. Poniżej dostajesz proces budowania agendy, który pomaga utrzymać energię, przeplatać formaty i dopiąć cele bez wrażenia, że uczestnik jest przepychany przez slajdy.
W wielu firmach agenda powstaje od listy prelegentów: kto może wystąpić, kto ma „fajny temat”, kto jest dostępny. To droga do eventu, który jest ciekawy tylko dla organizatora. Zamiast tego zacznij od odpowiedzi na trzy pytania:
To jest fundament. Agenda to narzędzie realizacji celu. Jeśli cel nie jest jasny, agenda stanie się zbiorem wystąpień, które „jakoś pasują”.
Uczestnik przechodzi przez kilka etapów, nawet jeśli sam tego nie nazywa. Dobra agenda uwzględnia te etapy i steruje energią. Najprostszy model wygląda tak:
Jeżeli event nie ma wciągnięcia, część osób mentalnie odpłynie. Jeżeli nie ma uspołecznienia, traci się jedną z największych wartości wydarzeń: relacje. Jeżeli nie ma domknięcia, cele biznesowe stają się loterią.
Session design to projektowanie pojedynczego bloku tak, by był angażujący i zapamiętywalny. Ludzie nie pamiętają większości slajdów. Pamiętają jeden konkret, jedną historię, jedną praktyczną listę, jedno ćwiczenie, jedną decyzję. Dlatego sesja powinna mieć prostą konstrukcję:
Jeżeli prelegent ma 40 minut i mówi 40 minut, uczestnik ma 40 minut biernego odbioru. Jeśli w tych 40 minutach są dwa momenty aktywne (np. pytanie do sali, głosowanie, krótka praca w parach), uwaga wraca. Nie chodzi o „zabawianie”. Chodzi o rytm.
Nawet świetne treści męczą, jeśli są w jednym formacie. Najprostsza metoda podniesienia jakości agendy to przeplatanie bloków o różnych trybach odbioru. Przykładowe formaty, które dobrze się uzupełniają:
Jeśli masz tylko prezentacje, wydarzenie robi się „szkoleniem z krzeseł”. Jeśli masz tylko panele, robi się „gadanie bez mięsa”. Zmienność formatu to narzędzie utrzymania energii i uwagi.
Przerwa jest częścią doświadczenia. Źle zaprojektowana przerwa rozbije energię, opóźni harmonogram i zmniejszy frekwencję w drugiej części. Dobrze zaprojektowana przerwa zwiększy satysfakcję i networking.
Najważniejsze zasady:
W praktyce warto mieć co najmniej jedną przerwę „na oddech” po pierwszym mocnym bloku, bo wtedy ludzie najchętniej rozmawiają. Jeśli przerwa jest dopiero po dwóch godzinach, networking zaczyna się w połowie prezentacji, tylko że na korytarzu.
Networking jest dla wielu osób jednocześnie najcenniejszy i najbardziej stresujący. Jeśli zostawisz go „samemu sobie”, skorzystają tylko osoby przebojowe, a reszta będzie stała z kawą i patrzyła w telefon. Dobry networking to nie wymuszanie rozmów, tylko tworzenie warunków, w których rozmowa jest naturalna.
Co działa praktycznie:
Ważne: networking trzeba wpiąć w agendę, a nie liczyć, że „sam się wydarzy”. Jeśli event ma cele biznesowe, networking jest narzędziem realizacji tych celów.
Prowadzący nie jest tylko „osobą od zapowiedzi”. Jest reżyserem tempa. Dobry scenariusz prowadzącego robi trzy rzeczy: łączy bloki, pilnuje energii i domyka sens. Scenariusz powinien zawierać:
Jeżeli prowadzący nie domyka bloków, event staje się ciągiem „następny slajd, następny prelegent”. Uczestnik nie ma poczucia drogi. Dobrze poprowadzony event daje poczucie, że wszystko ma sens.
CTA na evencie nie powinno być jednym slajdem na końcu typu „kup teraz”. Skuteczne CTA działa, gdy jest etapowe i dopasowane do momentu. Zamiast jednego wielkiego wezwania, lepiej mieć kilka mniejszych kroków:
Jeśli event ma sprzedawać, to CTA twarde jest OK, ale musi być przygotowane wcześniej: uczestnik musi najpierw dostać wartość, dowód i jasną ścieżkę. Najgorsze jest „zaskoczenie” sprzedażą na końcu bez wcześniejszego prowadzenia. Wtedy ludzie czują się jak w pułapce.
Obsuwy zabijają eventy. Gdy pierwszy blok się spóźnia, reszta zaczyna pękać, przerwy się skracają, networking znika, a na końcu uczestnicy wychodzą przed finałem. Żeby temu zapobiec:
Tempo to także energia. Dwa ciężkie, techniczne wystąpienia pod rząd zmęczą nawet ekspertów. Dobrze działa przeplatanie: po ciężkim bloku daj case, dyskusję albo krótszą sesję z konkretem.
Na większości eventów są różne osoby: jedni chcą inspiracji, inni konkretów, inni kontaktów. Jeśli agenda jest jednolita, zawsze część osób będzie niezadowolona. Dlatego warto w programie zadbać o elementy dla różnych potrzeb:
Nie musisz robić wszystkiego dla wszystkich, ale jeśli w agendzie jest tylko jedna warstwa, event będzie oceniany jako „fajny, ale…”.
Zanim zamkniesz program, przejdź przez prostą checklistę:
Jeżeli na kilka pytań odpowiadasz „nie”, to nie znaczy, że event się nie uda. To znaczy, że masz miejsca, gdzie najczęściej ucieka energia i cele.
Event, który trzyma uwagę, jest zaprojektowany jak droga: ma wejście, szybki dowód wartości, rytm zmian, przestrzeń na relacje i jasne domknięcie. Session design, dobrze zaplanowane przerwy, sensowny networking, scenariusz prowadzącego i przemyślane CTA sprawiają, że uczestnik nie tylko „wysłuchał”, ale coś wyniósł i wie, co ma zrobić dalej. A to jest różnica między wydarzeniem, które jest miłe, a wydarzeniem, które naprawdę dowozi cele.